niedziela, 19 maja 2013

Rozdział II

Katniss obudziła się o 6 nad ranem, zresztą, w ciągu nocy i tak udało jej się przespać jedynie godzinę. Skuliła się na łóżku i przytuliła głowę do poduszki. Spojrzała na zdjęcie wiszące nad nią, na ścianie. Prim. Miała tam jasne, długie włosy spięte w warkocz, niebieskie oczy i uśmiechała się do swojej siostry. Po policzkach Katniss popłynęły łzy. Nagle, ujrzała nad sobą rękę, która zdjęła zdjęcie ze ściany i zabrała je z zasięgu jej wzroku. Dziewczyna spojrzała na osobę stojącą obok.
- Co ty wyprawiasz? - warknęła.
- Nie pozwalam ci się pogrążyć w depresji - usłyszała w odpowiedzi. Peeta, który zazwyczaj patrzył na nią łagodnie, teraz siłował się z nią wzrokiem. - Pomyśl o Rue. Jesteś jej potrzebna.
Katniss po chwili spuściła wzrok i usiadła.
- Wiem. Ale nie da mi to spokoju, dopóki nie pomszczę Prim. Ona na to zasłużyła.
Peeta spojrzał jej prosto w oczy.
- Wiesz że nawet jeśli zabijesz Snowa, nie odzyskasz siostry?
**
Clove pierwszy raz od miesięcy wyszła na zewnątrz. Usiadła przy wejściu do trzynastki i obserwowała delikatny powiew wiatru, który unosił liście na drzewach. Wiosna. Był już środek wiosny, a ona cały ten czas przesiedziała w podziemiu. Zdjęła zimową kurtkę, ponieważ zrobiło jej się gorąco. Zamknęła oczy i odetchnęła świeżym powietrzem.
- Fajnie, nie? Na pewno lepiej niż pod ziemią - usłyszała za sobą głos, tak dobrze jej zresztą znany.
- Śledziłeś mnie? - spytała chłodno, spoglądając Catonowi w oczy.
Blondyn uśmiechnął się.
- Tym razem nie. Często tu przychodzę.
Clove skinęła głową.
- Ok. W takim razie zwolnię ci miejsce - mówiąc to, podniosła się.
- Clovy... - Cato jednym ruchem podszedł do niej i złapał ją za rękę. - Chcę z tobą porozmawiać.
Brunetka spojrzała na niego, jednak po chwili wyrwała rękę i odsunęła się.
- Problem w tym, że my nie mamy już o czym rozmawiać.
- Kocham cię - powiedział głośno - kocham cię najbardziej na świecie, a ty dobrze o tym wiesz. Kochałem cię długo przed igrzyskami, a to co się stało z Glimmer... To był błąd, cholerny błąd i...
- I? - Dziewczyna spojrzała mu w oczy. Czy ją kochał? Pewnie tak, na swój chory, pokręcony sposób. Ale ona nie chciała takiej miłości. To by ją zniszczyło i wykończyło psychicznie, tak mówiła Katniss.
Cato spuścił wzrok.
- Glimmer jest w ciąży - powiedział cicho.
Clove spojrzała na niego, szeroko otwartymi oczami.
- I co, przyszedłeś tutaj, by prosić mnie abym została matką chrzestną? Wybacz, mam teraz za dużo na głowie - warknęła, po czym gwałtownie się obróciła i ruszyła przed siebie.
- Clove! - blondyn podbiegł do niej, po czym zagrodził jej drogę. - To był tylko raz, jeden jedyny raz, a ja kocham ciebie, nie Glimmer... Kazałem jej usunąć...
Dziewczyna podniosła wzrok. W jej spojrzeniu zauważył wściekłość. Prawdziwą wściekłość.
- To pokazuje, jak bardzo dojrzały jesteś - syknęła. - Jeśli naprawdę mnie kochasz, to daj mi święty spokój, idź do Glimmer, oświadcz się jej i bądź dobrym mężem i ojcem.
Mówiąc to, ruszyła z miejsca i gwałtownie popędziła przed siebie.
- Skoro tego chcesz - powiedział do siebie chłopak.
**
- Hej. Co czytasz? - do pokoju Rue weszła Annie, zajmując miejsce obok niej na łóżku.
Obie świetnie się dogadywały i dobrze rozumiały.
- 'Wichrowe Wzgórza' - odparła ciemnowłosa. - Niezbyt ciekawe, ale mało jest tutaj fajnych książek.
Annie kiwnęła głową.
- Trochę zbyt poważna literatura jak dla czternastolatki.
Rue spuściła wzrok.
- Katniss mówi, że to tylko przejściowe. Że zrobi wszystko, by było nam lepiej.
Annie objęła ją ramieniem.
- Bo zrobi... Wiesz jaka jest Katniss. Ona bardzo cię kocha.
- Nie tak jak Prim. Wciąż za nią tęskni.
- Prim była cząstką niej. Ale to ty trzymasz ją przy życiu.
Rue uśmiechnęła się i położyła głowę na ramieniu Annie.
- A gdzie Finnick?
Annie westchnęła.
- Na szkoleniu, z Johanną i Gale'm. Spędzają tam ostatnio całe dnie.
**
Johanna ponownie strzeliła z łuku, tym razem wcelowała prawie że w wyznaczony przez Finnicka punkt. Ale prawie robi dużą różnicę. Odkąd Katniss nauczyła go całkiem nieźle strzelać z łuku, próbował wyćwiczyć w tym Gale'a i Johannę, jednak tym zdecydowanie lepiej szło zastawianie pułapek czy rzucanie nożami.
Johanna oparła się o ścianę i otworzyła butelkę z wodą.
- Zmęczona? - spytał Gale, podchodząc do niej.
- Żebyś tylko wiedział jak - mruknęła, biorąc łyka wody. - Chcesz?
Chłopak bez słowa wziął od niej butelkę i również się napił.
- Finnick nie daje nam żyć - mruknął.
Johanna nie chciała mu wspominać o tym, że robi to dlatego by odciągnąć jego myśli od ciężarnej Katniss i jej związku z Peetą, a ona sama dotrzymuje mu jedynie towarzystwa.
- Haymitch chce, żebyśmy wszyscy byli perfekcyjnie przygotowani na... w razie czego.
Gale spojrzał na nią.
- Ciekawe, czy sam Haymitch jest przygotowany. Dzisiaj widziałem go rozwalonego na krześle z butlą wina.
Johanna wzruszyła ramionami.
- W końcu to Haymitch. I jego sposób na przetrwanie.
**
Katniss próbowała się przespać. Chociaż pół godziny dużo by jej dało, tym bardziej że po południu miała wygłosić przemowę przed całym dystryktem. Kiedy zamknęła oczy i powoli zaczęła odpływać, ujrzała ciemność. Bezgraniczną, obezwładniającą. Po chwili, z mroku wyłonił się mężczyzna. Ten, który cofnął ją w czasie, by mogła uratować Rue.
- Dlaczego znowu jesteś tak przybita, Katniss Everdeen? - zapytał. - Czy nie odzyskałaś z powrotem swojej przyjaciółki?
Katniss spojrzała na niego.
- Straciłam swoją siostrę. Moja mała Prim... nie żyje. Została zamordowana.
Mężczyzna pokręcił głową.
- To takie smutne. Miała tylko czternaście lat, nieprawdaż?
Katniss skinęła głową, jednak po chwili spytała:
- Skąd wiesz?
Mężczyzna uśmiechnął się.
- Wiem wszystko o tobie, Katniss. Zresztą, nie tylko o tobie.
Dziewczyna wzięła głęboki wdech i spojrzała na niego.
- Gdybyś tylko pomógł odzyskać mi Prim... oddałabym ci wszystko, czego byś chciał.
Mężczyzna uśmiechnął się do niej.
- Problem w tym, kochanie - że już nie masz niczego, co mogłabyś oddać.
W tym momencie mężczyzna zniknął, a Katniss poczuła, jak ogarnia ją obezwładniająca pustka. Obudziła się z krzykiem. W tym momencie zrozumiała. Nie odzyskała Rue za darmo. Zaprzedała swoją duszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz